Dlaczego nie warto radzić innym?

Interakcja z drugim człowiekiem jest formą wymiany. Warto zadbać by efektem tej wymiany było dobre samopoczucie obu stron.

Wyobraź sobie scenariusz, w którym dzielisz się czymś nieprzyjemnym i osobistym. Odsłaniasz czuły punkt. Gdy świadomie przyjmiesz czyjąś radę, pozwalasz wywrzeć na siebie wpływ. Gdy rada nie jest mile widziana, choć racjonalna i być może najlepsza z możliwych, prawdopodobnie sprawi, że druga osoba poczuje się kontrolowana.

Jednym z naszych odruchów pojawiających się szczególnie w kontakcie z trudnościami czy cierpieniem kogoś innego jest tzw. odruch naprawiania. Gdy ktoś dzieli się z nami swoją trudnością chcemy poprawić jego sytuację. Niestety udzielając rady, zwykle tylko pogarszamy czyjeś samopoczucie. Intencja jest pozytywna, w końcu chcemy komuś pomóc. Mówimy: „Nie martw się”; „Przesadzasz”; „Wszystko będzie dobrze”; oceniamy lub rozliczamy. Nie myślimy o tym, że zwykle niekomfortowe sytuacje, czy trudne decyzje są związane z ambiwalencją (sprzecznymi emocjami / myślami). Człowiek racjonalnie może zdawać sobie sprawę, że nadszedł czas na zmianę pracy i długofalowo będzie to korzystne, jednocześnie podjęcie takiego kroku może nieść ze sobą wiele uciążliwych konsekwencji, których boi się doświadczyć.

Być może wiemy, że relacja z kimś nam nie służy, lecz myśląc o zmianie przychodzą nam do głowy również pozytywne aspekty, możemy nie czuć się gotowi na skutki uboczne rozstania. Nawet wtedy, gdy aktualne koszty je przewyższają.

Być może wiemy, że ten kolejny już deser w ciągu dnia nam nie służy i długofalowe konsekwencje zdrowotne nie są warte chwili przyjemności. Jednak tak ciężko oprzeć się potrzebie przyjemnych doznać pojawiających się właśnie teraz. Przykłady można by mnożyć bez końca. Zmiana jest związana z kosztami, na które człowiek może nie być gotów.

Namawianie kogoś do zmiany budzi opór. Niestety mylenie czyjejś potrzeby wyrażenia swoich przeżyć z oczekiwaniem naprawienia sytuacji to częsty błąd. W końcu nikt nie uczy nas tego w szkole. Prawdopodobnie nie potrafią tego nasi rodzice. Mówienie komuś co powinien zrobić lub jak ma się czuć w najlepszym razie kończy się dyskomfortem u przynajmniej jednej ze stron. Gdy doświadczamy tego jako odbiorcy, czujemy jakie to nieprzyjemne. Mimo wszystko, gdy sami słyszymy o czyichś trudnościach zapominamy, że drugi człowiek bardziej niż być „naprawionym” potrzebuje poczuć się zauważonym, wysłuchanym i zrozumianym.

Zamiast udzielać rad, zaoferuj zasoby

Być może tak często udzielamy rad, ponieważ nie zdajemy sobie sprawy, że to czas, uwaga, troska i sposób w jaki utrzymujemy kontakt są zasobem jaki możemy zaoferować drugiej osobie. Pomocne jest proste rozróżnienie: ludzie mają gotowość by na nich wpływać (czasem pytają o opinię, chodzą do teatru czy kina, czekają na czyjś uśmiech). Jednocześnie nie chcą czuć się kontrolowani przez innych.

Udzielanie rad „Powinnaś…”, deprecjonowanie przeżywanych uczuć „Przesadzasz…” przekracza psychologiczne granice (odbiera autonomię). Jeśli chcesz być wsparciem, świadomie ćwicz swoją umiejętność do słuchania, wyrażania potrzeb i uczuć bez przekraczania granic drugiej osoby.

Jak inaczej mogła by brzmieć odpowiedź Pani z pierwszego komiksu?

Np. „Przykro mi, że nie dostałaś tyle ile byś chciała”.

Jak mógłby zareagować kolega na narzekanie swojej koleżanki?

np. „Chciałbym żebyś pomimo tego, że randkowanie jest frustrujące, finalnie znalazła sobie kogoś fajnego”.

Można zareagować również na inne sposoby podkreślające czyjąś autonomię. To jednak temat na oddzielny wpis.